Jako kobieta postępowa, a za taką się uważałam, do macierzyństwa przygotowywałam się metodycznie i naukowo. Z modnym w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a i dziś czytanym, podręcznikiem amerykańskiego pediatry Benjaminie Spocka. W czasie ciąży pilnie studiowałam opasłą księgę „Dziecko, pielęgnacja i wychowanie”, przetłumaczoną wtedy na język polski, by później teorię przekuwać
w praktykę, ćwicząc na żywym organizmie własnej latorośli. Pierworodnej, bo z drugą – jak wiadomo – samo idzie, a z trzecią i czwartą to już rutyna. W rutynę szczęśliwie nie popadłam, skończyło się na sztukach dwóch.

Doktor Benjamin Spock był orędownikiem dość sprzecznych metod. Z jednej strony zalecał wychowanie bezstresowe, z drugiej – zimny wychów. Sam musiał być niezłym twardzielem. W młodości uprawiał wioślarstwo i to z dobrym skutkiem, w konkurencji ósemek na Letnich Igrzyskach Olimpijskich (1924 r.) jego ekipa zdobyła złoty medal. Ja jednak do medali w imieniu dziecka nie aspirowałam, skupiłam się głównie na tym, żeby przeżyło, zwłaszcza pierwsze tygodnie.

Byłam matką niekarmiącą (piersią), po trzykroć zdołowaną.
Po pierwsze: nieposiadaniem własnego pokarmu.
Po drugie: koniecznością przygotowywania pokarmu w butelce z zachowaniem absolutnej sterylności.
Po trzecie: koniecznością wyboru – albo zalecenie rodzimego pediatry, by podawać niemowlakowi mleko co trzy godziny i w żadnym razie częściej, nawet jeśliby się darło z głodu w tak zwanym międzyczasie, albo – wskazówka doktora Spocka, żeby podawać butelkę na każde żądanie.

Obłęd. Odmierzanie mleka w proszku, rozrabianie, gotowanie, przelewanie do butelki. Parzenie smoczka wrzątkiem. Studzenie, karmienie. Berbeć possał chwilę i miał dosyć. Wylać pozostałą zawartość, z takim trudem zdobytą (co wy, dzisiejsze matki, wiecie o kartkach na mleko i kupowaniu spod lady)? Zatem butelka do podgrzewacza. Pytanie, jak długo w podgrzewaczu pokarm zachowuje świeżość? Doktor Spock radzi: mleko nie musi być ciepłe. Możesz przygotować kilka butelek i przechowywać je w lodówce. Wyjmować na żądanie i podać bez podgrzewania. Zimne! Byle konsekwentnie. Dziecko się przyzwyczai.

Ludzie! Jestem wredną matką, ale nie do tego stopnia! Jakiś siódmy zmysł uchronił mnie przed wdrożeniem tego amerykańskiego pomysłu, choć, uwierzcie, robiłam wiele, żeby ułatwić sobie życie. Ale żeby poić własne dziecko lodowatym płynem? To jakby karać za nie jego grzechy (to mój grzech niemożności wygenerowania z siebie życiodajnego płynu, moja wina, moja bardzo wielka wina).

Za to, dla ulżenia sobie w całodobowej szamotaninie, przestałam prasować pieluchy. (Tetrowe, wyszarpane pod ladą po znajomości.) Ograniczyłam się do ich gotowania, płukania i składania (co wy, współczesne mamuśki, kupujące jednorazówki, możecie o tym wiedzieć?). Efekt? Odparzona pupa dziecka. Więc powrót do prasowania. A doktor Spock radzi: nie prasować, dziecko się przyzwyczai. I tak dalej, i tak dalej. Nie nosić na rękach, niech płacze, popłacze i przestanie. Nie usypiać, zaśnie samo. Co zrobić, jeśli obudzi się w nocy i płacze? Przewinąć, nakarmić i zostawić. A jeśli nadal płacze? Jeśli zdrowe, niech płacze. Popłacze i przestanie.

Ulegniesz raz – i po tobie. Mały terrorysta nie da ci spokoju.
Uległam. Od tej chwili liczba popełnianych błędów wychowawczych na moim koncie zaczęła rosnąć w tempie kosmicznym.

Matka Zła

Zimny wychów
5 (100%) 2 głos[ów]