Nigdy nie byłam, nie jestem i pewnie nie będę wyjątkową mamą. Jakoś muszę się pogodzić z tym faktem: jestem matką do bani.
Zawsze wkurzał mnie płacz dziecka. Pierwszy odruch: strach, że coś jest nie tak, drugi odruch – uciszyć bachora, żeby się nie darł. Nakarmić, ubrać, czymś zająć, odwrócić uwagę – byleby tylko nie wrzeszczał.

Kiedy w sklepie, w knajpie, w kinie usłyszę kwilenie dziecięcia – wychodzę.
Raz jednej młodej, która ciągnęła za sobą wrzeszczącego dzieciaka, szarpała nim na prawo i lewo, i darła się na całe gardło: przestań, bo dostaniesz w dupę! – nie znoszę takich scen, uwierzcie – no, więc raz takiej jednej nagadałam, żeby sama przestała i zagroziłam policją. To dopiero usłyszałam wiązaneczkę od mamusi! Aż się dzieciak przestał wydzierać, a na koniec wywalił na mnie jęzor. Efekt wprawdzie uzyskałam, ale jedynie na chwilę. Zrobiłam parę kroków – i znowu się zaczęło. Teraz już nie reaguję, tylko przyspieszam kroku.

Nie jestem lepsza. Mam dwóch dorosłych synów, którzy wkurzają mnie nie mniej, jak wtedy kiedy byli mali.
I czasem myślę, że mnie pokarało. Ale czasu – skoro o nim mowa – nie zawrócę. Kiedy Duduś miał trzy może cztery lata, wkopałam go do domu, bo ręce miałam zajęte siatami z zakupami, a w zębach trzymałam klucz do drzwi. Synek się opierał, a ja byłam po całym dniu męczącej pracy i rozmowie ostrzegawczej z wychowawczynią w przedszkolu, że jak jeszcze raz nie odbiorę dziecka na czas, to skreślą je z listy. Duduś tego nie pamięta, ale mnie sumienie kłuje, ilekroć sobie to przypomnę.

Kiedy indziej znowu kąpałam Dudusia w wannie. Łazienka była ciasna, wanna niska, cała ta wieczorna procedura kosztowała mnie notoryczny ból w krzyżu. Najpierw smarkacza wsadź do wody, potem wyjmij
i szybko owiń ręcznikiem, żeby się nie przeziębił. Dla ułatwienia stawiałam go na zamkniętą klapę wucetu,
ale on nie znosił wycierania i wierzgał, ile wlezie. Raz o mało mi się z ręcznika nie wypsnął na posadzkę,
więc dałam mu solidnego klapa w tyłek. Aż czerwony ślad pozostał. Jak sobie dziś pomyślę, że to chucherko,
tę chudą dupcię tą ciężką ręką zdzieliłam…

Umiecie sobie z takimi sytuacjami radzić, Wyjątkowe Mamy?

Matka Zła

Oceń ten post