Sylwia jest młodą mężatką, z pięcioletnim stażem. Świetnie sobie radzi w sprawach zawodowych, mądrze

i konsekwentnie buduje karierę, ale ma problem z kontrolowaniem emocji. Chciałaby opanować gwałtowne wybuchy złości i agresji. Niestety nie ma ułatwionego zadania, bo jej mąż jest również bardzo impulsywny.
I choć oboje bardzo się kochają, co jakiś czas, po okresie pozornego spokoju, wybucha między nimi destrukcyjna awantura, często niewspółmierna do wywołującego ją zdarzenia. Oboje myślą wówczas o rozwodzie. Czują się przegrani i nieszczęśliwi.
Gdzie tkwi przyczyna? Czy to kwestia temperamentu? A może podłożem tych negatywnych wydarzeń jest problem z komunikacją?
Z mówieniem o uczuciach i emocjach tu i teraz? Bez oceniania i ranienia drugiej osoby?

– Dłużej tego nie wytrzymam! Mam ochotę go zabić!! – wybucha Sylwia. – Doszło do tego, że pazurami poorałam mu twarz. I za to jeszcze bardziej go nienawidzę.
– Dlaczego? – pytam, wiedząc, że proste, konkretne pytanie wyprowadzi ją z amoku.
– Bo ja chcę nad sobą panować, kontrolować emocje, przecież wiem, że mam z tym problem. Medytuję. Chodzę na jogę i na terapię, ale cholerne „om” nic nie znaczy, kiedy on doprowadza mnie do szału.
– Co zrobił? – znowu pytam o konkret.
– Jest beznadziejnym egoistą. Skupiony tylko na sobie. Nie widzi dalej niż koniec własnego nosa.
– Ja nie pytam, jaki jest. Skupmy się nad tym, co zrobił. Co wyprowadziło cię z równowagi?
– Umówiłam się z koleżanką na piwo po pracy. Miałam ochotę pogadać z nią. Już dawno się nie widziałyśmy. Wiedziałam, że posiedzę z nią chwilę. No może dłuższą chwilę. Nie chciałam wracać do domu autobusem. Taksówką też nie. Po co wydawać na nią kasę, kiedy chłop z samochodem jest w domu i może po mnie przyjechać. Wysłałam mu sms-a: „Umówiłam się z Julką. Skończę o 21.30. Przyjedź po mnie do pubu”.
– Nie przyjechał?
– Odpisał, że jak się wyrobi, to przyjedzie. I w tym momencie mi się ulało. Zbluzgałam go ostro. Co to znaczy, że jak się wyrobi, to przyjedzie?!! Nie po to mu dałam szmal na wachę, żeby robił uniki. Miał po mnie przyjechać
i czekać na mnie, aż skończę! To jego zasrany obowiązek!
– A nie przyjechał?
– Obraził się. Napisał, że go nie szanuję. I, że ten wybuch jest co najmniej dziwny. Nieadekwatny.
No i był bardzo na mnie wkurzony, muszę przyznać, że równie nieadekwatnie.
– Twój wybuch był nieadekwatny?
– Hmmm. Powiem szczerze, że mu się trochę nazbierało. Grabił sobie od jakiegoś czasu.
– Opowiedz o tym.
– Jest muzykiem. Pracuje z kolegami nad jakimś większym projektem. Zamyka się w tym swoim cholernym studiu i zapomina o całym świecie.
– O tobie zapomina?
– Ja w takich chwilach dla niego nie istnieję. Jest weekend. Miałabym ochotę gdzieś wyjechać, albo pójść na jakąś imprezę, a on zamyka się w swoim studiu, ma wyłączony telefon. W ogóle go nie ma! Mój mąż nie istnieje! Czuję się taka samotna. Jestem zła. Najlepsze lata mijają. Kiedy będę się bawić? Jak już będą dzieci?
– Chcesz mieć z nim dzieci?
– Sama nie wiem. Jesteśmy młodym małżeństwem, to niby naturalne, że kiedyś będą dzieci. Czasami jednak mam wrażenie, że szybciej czeka nas rozwód.
– Skupmy się na twoich emocjach. On jest w studiu, pracuje nad projektem. Ty siedzisz w domu i…
– Idę do klubu fitness. Potem na spacer z psem. Robię zakupy, czytam. I nagle okazuje się, że mam tego wolnego czasu mam w nadmiarze. Przecież o tym marzyłam, kiedy zapieprzałam w fabryce.
– I co wtedy robisz?
– Biorę się za zlecone, które wzięłam do domu. No i wtedy dopada mnie wściekłość.
– O co się wściekasz?
– Powiedzmy sobie szczerze, on zajmuje się przyjemnościami, a ja w tym czasie zarabiam kasę. Tak nie powinno być! To facet powinien zarabiać na dom, na kobietę.
– A nie zarabia?
– Zarabia i to dobrze. Pracuje jako kreatywny w agencji reklamowej, ale…
– Ty nie masz przyjemności, a on ma?
– …..
( W tym momencie z Sylwii „zeszło powietrze“. Uspokaja się)
– Może warto poszukać możliwości w tym obszarze?- sugeruję.
– Może… – uśmiecha się Sylwia.- Zapisałam się na warsztaty ceramiki.
– Świetnie! Wróćmy jednak do sytuacji, którą mi opisałaś na samym początku: Spotykasz się z koleżanką, wysyłasz sms-a. Mąż odpisuje nie tak, jakbyś chciała. Ty bluzgasz. On się obraża. Nie rozumie, że mu się nazbierało. Mówisz mu na bieżąco o swoich uczuciach?
– Nie, bo zaraz powie, że jest tak bardzo zmęczony, a ja znowu mam pretensje, że wiecznie o coś mi chodzi.
– Rozumiem. Więc może zaproś go do tej ważnej rozmowy o uczuciach, ale wtedy, kiedy oboje będziecie spokojni i zrelaksowani? Może na spacerze, albo przy dobrej kolacji? Warto zacząć rozmowę od słow:
Zależy mi na tobie, chciałabym, żeby między nami było dobrze, ale nie zdajesz sobie sprawy…
– Ok. Spróbuję…
– Powiedziałaś też, że jego złość też była nieadekwatna do sytuacji.
– Bo była. Wiedziałam, że jest zły, że idę z koleżanką na piwo. To go najpewniej wkurzyło.
– Jak myślisz, dlaczego?
– Hm…. Pewnie dlatego, że nie lubi, jak gdzieś wychodzę bez niego i piję alkohol.
– Dlaczego?
– Kiedyś na imprezie firmowej za dużo wypiłam i urwał mi się film. Mąż podobno wiele razy próbował się do mnie dodzwonić. Nie słyszałam dzwonka. Nie kontrolowałam czasu. Nawet nie wiem, kiedy do domu wróciłam taksówką. Nie pamiętam.
– Co wtedy zrobił twój mąż?
– Zaopiekował się mną, ale był tak wściekły, że omal nie doszło do rozstania.
– Jak sądzisz, dlaczego?
– Nie wiem. Przecież to był incydent. Nie upijam się notorycznie, nei łażę po imprezach.
– Wiesz Sylwia, agresja często jest następstwem silnego lęku lub strachu. Jak myślisz, czego bał się twój mąż, kiedy ty upiłaś się do nieprzytomności?
– Nie wiem. Czego miałby się bać?
– Może o tym też warto porozmawiać?

Sigismunda.

Oceń ten post

PODZIEL SIĘ