Jaką tajemnicę posiedli ci, o których z zazdrością mówimy, że dobrali się jak w korcu maku; ciągle trzymają się za oączki, choć tyle lat po ślubie; niezmiennie w sobie zakochani; jedno za drugim skoczyłoby w ogień; jak on na nią patrzy, jak ona na niego…

Kiedy wśród znajomych rzucam hasło: szukam par szczęśliwych w związku,
w odpowiedzi słyszę: szukaj, szukaj, a garb ci sam wyrośnie. Będziesz miała dużo szczęścia, jak znajdziesz szczęśliwych! Teraz co druga para się rozstaje, w myśl zasady: on/ona mi nie pasuje, szukam dalej. W poszukiwaniu właściwych bohaterów wchodzę też na internetowe fora. A tam rozpacz i lament: Szczęśliwy związek? Coś takiego nie istnieje! Wyszłam za mąż z miłości i się zawiodłam! Ciągle szukam mojej połówki.

Ale im dalej w las, tym gorzej… Szukałam więc długo. Znalazłam ich w końcu. Teraz, kiedy odsłuchuję z dyktafonu nagrania, dochodzę do wniosku, że oni nie wymyślili prochu. Już nasze babcie wiedziały… Myślę jednak, że warto się zatrzymać i ich posłuchać. On się kąpie, ja zmywam makijaż, robimy plany na jutro

Agnieszka (35) i Rafał (36), 13 lat po ślubie, trójka dzieci. Ona pedagog, pracownik socjalny, on nauczyciel. Mówią zgodnie: Tak, jesteśmy ze sobą szczęśliwi. Chociaż to szczęście nie jest na pokaz. A to, co najważniejsze jest banalne. A co jest najważniejsze? Każdy dzień jest ważny. Czas jak szalony. Ledwie poniedziałek, już niedziela. Trzynaście lat jak chwila. Każdy rok, każda rocznica o jedną herbacianą różę więcej. Agnieszka miała 21 lat. Spojrzała na Rafała i „odleciała w przestrzeń”. On zapamiętał, że jej oczy były dobre, łagodne. Tylko to. Byli studentami. Na początku znajomości pojechali z przyjaciółmi na tydzień do Zakopanego. On w pociągu ją spytał: Ile chcesz mieć dzieci? Ona podirytowana: Dużo. On ze śmiechem: No to będę musiał znaleźć dobrą pracę, żeby was utrzymać. Ona pomyślała: Jaki bezczelny! Po trzech dniach wiedzieli, że chcą być razem. Był sierpień.

W grudniu się zaręczyli. W czerwcu wzięli ślub. Dziś Agnieszka mówi: nie pomyliliśmy się. Nigdy nie pomyślałam, że mógłby być w moim życiu ktoś inny. Urodziła trójkę dzieci. On asystował przy porodach. Zmieniał solidarnie pieluchy. Kąpał. Wymarzyli swój dom. Wzięli kredyt. On stracił pracę. Ona była na wychowawczym, przy trzecim dziecku. Mieli 500 zł na życie. Kasza gryczana z warzywami. Zapomniane w piwnicy słoiki z dżemem. Mieszkanie znowu u rodziców. Ani chwili zwątpienia. Mówią: te trudności nas jeszcze bardziej zbliżyły. On miał wyjechać do pracy za granicę. Długo rozmawiali. Przerazili się. Bali się,
że stracą tę bliskość. Te chwile powszednie, kiedy on zmywa po obiedzie, ona podchodzi do niego i się przytula.

Ona robi dla nich jeszcze jedną, dodatkową, późną kolację przy świecach. Wtedy są znowu tylko parą przyjaciół, kochanków.Tylko dla siebie. Więc brakowałoby im tych wspólnych chwil, kiedy biorą dzieci na rowerową wyprawę. Idą do teatru, podrzucając dzieci dziadkom. Albo, kiedy już naprawdę nie ma czasu, bo praca, dzieci do szkoły i na zajęcia, budowa domu… wtedy wieczorem zamykają się w łazience. On się kąpie, ona zmywa makijaż. Rozmawiają i nagadać się nie mogą. Robią plan na jutro. Dlatego… właśnie nie pojechał. Nie da się miłości przeliczyć na pieniądze. Ani określić jej w czasie. Bo ten pędzi jak szalony. Szkoda energii na kłótnie o drobiazgi. Nie mieli wyjścia, tak mówią.

Zmienili się nieco. Dopasowali. Agnieszka, impulsywna pedantka, musiała odpuścić utyskiwanie, że Rafał znowu postawił buty w niedopowiednim miejsc, że na krześle urosła sterta jego ubrań. Przestała jęczeć, że tyle garów do zmywania po obiedzie. On powtarzał niezmiennie; Wyluzuj. Porozmawiajmy. Potem pozmywamy. Tak. Rozmowa jest dla nich bardzo ważna. I wspólne celebrowanie przynajmniej jednego posiłku w ciągu dnia. Ona, żwywiołowa, spontaniczna, jest przekonana, że wszystko trzeba rozwiązywać na bieżąco, natychmiast. Od razu powiedzieć, co boli. Po co ma gnić. Jej mądry tata mawiał: Rozmawiaj z mężem, jak z cudzoziemcem. Więc ona w myśl tej zasady wie, że trzeba mówić prosto, jasno, wyraźnie i konkretnie. Wielkimi literami. Chłop myśli trochę inaczej. Sam się na to nie wpadnie… o co mi chodzi. Trzeba dać mu szansę. Rafał słucha wynurzeń żony. I umiecha się wyrozumiale. To spokojny introwertyk. Kiedy ona jest bliska wrzenia, on mówi kategorycznie: Zostawmy to, aż emocje opadną. W złości człowiek mówi głupoty, które potem trudno odkręcić.

Przepis na szczęście w małżeństwie
5 (100%) 1 głos[ów]