Logicznie rozumując, upragnione dziecko powinno raczej spajać emocjonalnie małżonków niż odsuwać ich od siebie, a jednak tak nie jest. Urodzenie pierwszego dziecka jest często przyczyną pierwszego poważnego kryzysu w małżeństwie. Dlaczego tak się dzieje?

Monika nappisała do redakcji: Po porodzie między nami coś pękło. Nie jesteśmy już tamtą fajną, zakochaną parą. Kłocimy się, oddalamy od siebie. Martwię się o nasze małżeństwo. Nie rozumiem dlaczego. Ostatnie tygodnie ciąży były sielanką. On czuły i opiekuńczy, cieszył się na to dziecko jak wariat. Wtulał twarz w mój wielki brzuch i rozmawiał z nim. Mnie rozpieszczał, jakbym była małą dziewczynką. Robiliśmy zakupy, urządzaliśmy pokoik, ciesząc się każdym drobiazgiem. Byliśmy tak dobrze przygotowani.

Znacie tę sytuację? Monika nie jest wyjątkiem. Według badań amerykańskich psychoterapeutów, Johna i Julie Gottmanów, specjalizujących się w terapii związków aż 70 % par skarży się na spadek satysfakcji z małżeństwa w ciągu pierwszych 12 miesięcy po przyjściu na świat pierwszego dziecka. I co ciekawe, większość badanych par pragnęła potomka, twierdząć, że to „owoc miłości”.. Dlaczego tak się dzieje?

Drastyczna zmiana ról. Byliśmy kochankami, jesteśmy rodzicami.

To zupełnie nowa sytuacja. Kochankowie tworzą symbiotyczną wspólnotę. Są oni i reszta świata. Czerpią przyjemność z tego, co wiąże się z pojęciem my. Bawimy się, cieszymy seksem, pracujemy, jemy kolację przy świecach, wyjeżdżamy na wakacje, imprezujemy , planujemy czas itd. Kiedy pojawia się na horyzoncie dziecko, kochankowie wyobrażają sobie, że ono „doklei“ się do ich związku. Będziemy my- już we troje. Tymczasem nowonarodzone dziecko rozbija ten symbiotyczny układ.

Matka jest tak zaprogramowana przez biologię i hormony, że całą uwagę poświęca dziecku. Jest wobec niego w roli służebnej. Reaguje na każdy płacz i każduy ruch maleństwa. Na żądanie karmi dziecko piersią. Jest ciągle zmęczona. Przygotowując się do porodu czytała, że noworodek śpi 18 godzin na dobę, ale nie wiedziała, i dopiero tego doświadcza, że w czasie snu maluch budzi się ok. 70 razy, czyli co kwadrans. I ona budzi się razem z nim. Ono wypełnia cały jej czas. Na dodatek – to jest pierwsze jej dziecko, a ona niepewna siebie, szuka wsparcia i nie potrafi rozmawiać o niczym innym. Jednocześnie ten sam lęk i niepewność sprawia, że staje się nadopiekuńcza. Odsuwa swojego mężczyznę od dziecka, bojąc się, że ten nie tak jak trzeba wykąpie, przewinie, napoi malucha. Na dodatek ona może przeżywa baby blues, czyli smutek poporodowy, albo depresję. Czuje się wykluczona. Dawny świat z towarzyskimi atrakcjami, z szybkim tempem życia jest poza jej zasięgiem. Czuje się też osamotniona. Mąż rano wychodzi do pracy, wraca wieczorem. Ona myśli,
że on ma lepiej niż ona, bo jest wolny i aktywny zawodowo. Chciałaby, żeby on ją odciążył, a on opowiada jej o swojej pracy i dziwi się, że jej to w tym momencie nie interesuje.

Ojciec ma wrażenie, że partnerka zepchnęła go na drugi plan. Teraz w symbiotycznym układzie jest matka i dziecko. Kiedyś on mogł się z ukochaną podzielić tym, co w jego życiu jest ważne. Teraz jej to nie interesuje. Chciałby pomóc przy dziecku, ale ona go odsuwa. Chciałby się wyspać, ale to niemożliwe. Myśli , że ona ma lepiej od niego, bo siedzi w domu z dzieckiem. Nie musi się użerać z szefem, może w wolnej chwili odespać. Chciałby wyjść z kolegami, ale wie, że okupi to awanturą. Nie może znieść niemal całodobowej obecności teściowej i jej dyktatury. No i seks nie jest już taki fajny jak kiedyś.

Burza w sypialni

Kryzys pojawia się także w sypialni. Jak mawiała Zapolska „ W tym cały ambaras, by dwoje chciało na raz”. A po porodzie często któreś nie chce. Dlaczego?

Po pierwsze: W pierwszych tygodniach po ciąży w organiźmie matki szaleją hormony. Po połogu kobieta ma większy apetyt na seks. Zdarza się jednak, że jej mężczyzna unika zbliżeń. Czasami dlatego, że boi się, że jego partnerka jest jeszcze zbyt obolała po porodzie i nie chce jej sprawić bólu.
Kobieta jednak inaczej odbiera tę sytuację. Jest przekonana, że jej ciało, które zmieniła ciąża i poród, stało się dla partnera mniej atrakcyjne. Czuje się odrzucona. To pogłębia jej poporodowy smutek i zaostrza kryzys.
W sypialni zamiast czułości pojawiają się wymówki.

Po drugie: Zmęczenie młodej mamy sprawia, że przysłowiowe jego 3 minuty na szybki prysznic to za dużo.
On się kąpie, ona zasypia.

Po trzecie: Brak intymności. Zwlaszcza w sytuacji, kiedy dziecko, karmione piersią na żądanie śpi w łóżku razem z matką, często się budzi. Albo kiedy za ścianą śpi wezwana na pomoc babcia.

Po czwarte: On faktycznie musi się przyzwyczaić do tego, że jej ciało się zmienia. Piersi są pełne mleka, pochwa po porodzie luźniejsza.

Po piąte: Ona, poświęcając cały czas dziecku, nie dba o siebie. I co częste odczuwa lęk przed kolejną ciążą.

Jak sobie poradzić:

  1. Przede wszystkim uświadomcie sobie, że ta sytuacja jest przejściowa, a kryzys, paradoksalnie może umocnić więź między wami, bo dzięki niemu wypracujecie własne metody komunikacji w trudnych sytuacjach.
  2. Rozmawiajcie otwarcie i spokojnie o swoich potrzebach i wątpliwościch. Wyjaśniajcie niedomówienia, zanim zaczniecie się wzajemnie oskarżać.
  3. Potwierdzajcie wzajemnie swoją wartość. Niech on usłyszy, że jest ciągle najważniejszym mężczyną twojego życia i świetnym materiałem na ojca., Niech ona wie, że ciągle jest dla ciebie atrakcyjną kobietą.
    I podziwiasz ją jako świetną matkę.
  4. Zamieńcie się rolami. Niech tata „matkuje” dziecku, a mama znajdzie czas i pomysł, by uaktywnić się na zewnątrz, wyjść poza zamknięty krąg dziecka i pieluch. Daj jej wychodne na shopping, spotkanie
    z przyjaciółkami, wizytę w SPA.
  5. Wygospodarujcie czas tylko dla was dwojga. Może to być codzienne dziesięć minut, kiedy jesteście tylko dla siebie, albo randka. Może to być uroczysta kolacja w ulubionej knajpce. Wypad do kina lub teatru. Skorzystajcie z zastępstwa babci, przyjaciół doświadczonych w opiece nad niemowlęciem, sprawdzonej przez znajomych niani.
  6. Zaprzyjaźnijcie się ze sobą. Małżonkowie, którzy są kumplami, dobrze się rozumieją i lubią, lepiej znoszą wszelkie kryzysy.

(mm)

Pierwsze dziecko, pierwszy poważny kryzys w małżeństwie
Oceń ten post

PODZIEL SIĘ