Nie walcz, otwórz się na dziecko

4

Kiedy przyszła do mnie zobaczyłam w niej to, co zwykle widzę w tego typu kobietach: dużą kompulsywność, determinację w dążeniu do sukcesu, perfekcjonizm i nadmierną chęć kontrolowania wszystkiego.

To, co pomagało jej w karierze, przeszkadzało w zajściu w ciążę.

Małgorzata bardzo pragnęła mieć dziecko. Niestety nie mogła zajść w ciążę. Bezpośrednią przyczyną były schorzenia ginekologiczne – torbiele. Po długotrwalym leczeniu opanowała tę przypadłość. I wydawało jej się, że wreszcie wyjdzie na prostą. Kilka razy podejmowała próbę zapłodnienia in vitro, jednak z negatywnym skutkiem. Chwila rezygnacji. Mobilizacja. Potem … kolejne podejście in vitro. Okupowanie stron w internecie stworzonych dla osób starających się o dziecko. Wiesz, jak to jest. Fundowała sobie silny stress porównując
z innymi szczęśliwcami: wskaźniki, statystyki, ranking. I znowu porażka, straciła kolejną ciążę. Lekarz bezradnie rozłożył ręce: Albo surogatka, albo adopcja. Tylko to pani mogę doradzić.
Kiedy przyszła do mnie zobaczyłam w niej to, co zwykle widzę na w tego typu kobietach: dużą kompulsywność, determinację w dążeniu do sukcesu, perfekcjonizm i nadmierną chęć kontrolowania wszystkiego.
Wiedziałam, że to właśnie ten przypadek: im większe w niej było parcie na ciążę, tym szybciej włączały się funkcje „obronne” organizmu.

Hormony szalały.

Tutaj chciałabym powiedzieć coś, co może jest dość kontrowersyjne, ale poparte wieloletnimi obserwacjami. Otóż zauważyłam pewną prawidłowość. Kiedy pierwsza, nieplanowana ciąża wiąże się u kobiety z ogromnym stresem i dochodzi do aborcji, jej ciało „zapamiętuje“ tę sytuację. Jest duże ryzyko, że przy kolejnej ciąży organizm powtórzy sytuację: ciąża – stres- poronienie-uwolnienie.
Wracając do Małgorzaty. Bardzo chciałam jej pomóc, ale zdawałam sobie sprawę, że trudno będzie ją otworzyć, zmienić nastawienie do całego procesu.
– Musisz psychicznie przygotować się na ciąże, na przyjęcie dziecka – powiedziałam. A ona wyraziła gotowość współpracy.
Najpierw musiała się oczyścić z poczucia winy. Kobieta pragnąca dziecka, która traci kolejne ciąże, ma niesamowite poczucie winy i poczucie małej wartości. Często spycha je do podświadomości, przerzucając negatywne uczucia na innych. To innych oskarża za to, że nie donosiła ciąży, za to że nie ejst spełniona
i szczęśliwa.
Małgorzata musiała więc wybaczyć sobie i innym. Odpuścić. Wykonać pracę nad sobą.

Posługiwałyśmy się metodą wizualizacji.

Poprzez wizualizację wody, pięknego wodospadu, Małgorzata wyobraziła sobie, że oczyszcza się
z negatywnych myśli, emocji, energii. Oczyszcza swoje naczynia krwionośne. Czuje ukojenie.
W wizualizacji słońca Małgorzata spaliła swój smutek, naenergetyzowała układ hormonalny, przysadkę, grasicę, jajniki. Wyobraziła sobie, że jej komórki są świetliste, nasycone miłością.
Wtedy mentalnie już była gotowa, by zaprosić dziecko do siebie.
Zrobiłyśmy kolejną wizualizację. Oczyma wyobraźni Małgorzata zobaczyła piękne rozgwieżdżone niebo. Wypatrzyła na nim najpiękniejszą gwiazdę. Wyobraziła sobie, że ta gwiazda, to jej dziecko, które ona chce
do siebie zaprosić. Zbudowała most między sobą a tą gwiazdą. Odczuła, że ten most był coraz krótszy, bo to miłość skracała ten dystans.
Potem zrobiłyśmy wizualizację ogrodu. Małgorzata spaliła w nim wszystkie stare liście, pudełka, śmieci – które symbolizowały blokady w jej organiźmie i psychice. Porządkowała ten ogród, a on piękniał coraz bardziej. Wtedy ona w czystej, żyznej ziemi posadziła trzy nasionka, które symbolizowały miłość, poczęcie
i ciążę.
Pewnie tu zadasz pytanie pełne wątpliwości – Czy to działa?
Opowiem tak: jeśli wchodzisz w to całą sobą, z przekonaniem – działa.
Do wizualizacji przygotowałam, Małgorzatę, oddziałując na nią odpowiednio dobranymi dźwiękami kamertonu, które dostrajają mózg do fal alfa. Wizualizacje były wmocnione muzyką relaksacyjną. A potem…
Małgorzata musiała odpowiednio zadbać o siebie.
W naszej szerokości geograficznej, wiele ciąż kończy się niepowodzeniem z powodu wychłodzenia organizmu.

Trzeba ten organizm rozgrzać – herbatami rozgrzewającymi, z dodatkiem cynamonu, kardamonu, szafranu, imbiru. A jeśli nie ma tego pod ręką, wystarczy dodać do naparu listek laurowy. Dobrze jest też stosować olej wiesiołka, który świetnie działa na przysadkę i reguluje cykl miesieczny.
Należę do starej szkoły położnictwa, w której dużą wagę przykładało się do cyklu księżyca. Podpowiedziałam więc Małgorzacie, że najlepiej zdecydować się na zabieg in vitro po nowiu i w czasie pełni księżyca.
Tak też się stało. Małgorzata zaszła w ciążę. Bardzo długo leżała w szpitalu. Kontaktowałyśmy się przez facebook. Podpowiadałam jej, jak może opanować narastający lęk: Połóż rękę na brzuchu.
Rozmawiaj z dzieckiem. Ono cię słyszy.
Dziś Małgorzata jest szczęśliwą mamą. Jest też inną kobietą.

Barbara Chmiel, położna z wieloletnim doświadczeniem, naturaterapeutka, stosująca zasady medycyny holistycznej, ayurvedy: Nie walcz, otwórz się na dziecko

Nie walcz, otwórz się na dziecko
Oceń ten post