Wśród matek wracających do pracy krążą legendy o tym, jak poszukiwały opiekunki do swych pociech. Ich opowieści brzmią niczym historie o szukaniu Świętego Graala – bohaterowie wierzą, że on istnieje, ale nikt nie może go znaleźć.

Słuchając opowieści rodziców można dojść do wniosku, że niania to wcielone zło, niestety konieczne. Krew w żyłach mrożą historie o opiekunkach, które podawały dziecku syrop na uspokojenie, aby szybciej je uśpić, krzyczały a nawet biły malucha. Takie opowieści nie ułatwiają rodzicom wyboru, którzy być może właśnie pod ich wpływem, w każdej kandydatce na nianię dopatrują się ukrytych wad. Rekordziści szukają niani bez skutku po kilka miesięcy i w końcu oddają dziecko do prywatnego żłobka. Są też tacy, którzy co chwila zmieniają opiekunki, gdyż żadna nie spełnia ich oczekiwań. Spotyka się jednak mamy, które spokojnie idą rano do pracy, bo ufają, że ich pociechy zostają w dobrych rękach. Jak to możliwe? Jak im się to udało?

– Odpowiedź jest prosta – twierdzi Natalia, mama 4-letniego Adasia i półtorarocznej Hani. – Trzeba na samym początku poszukiwań zdać sobie sprawę, że idealna niania nie istnieje oraz że osoba, która będzie zajmować się naszymi dziećmi, nie będzie nigdy naszą kopią. Jeśli się z tym nie pogodzimy, nigdy nie znajdziemy opiekunki, z której będziemy zadowoleni.

Szukać niani na własną rękę czy przez agencję?

Poszukiwania niani warto rozpocząć od przepytania rodziny i znajomych. To oczywiste, że jeśli opiekunkę poleci nam ciocia albo koleżanka, którą dobrze znamy, będziemy mieli do niej większe zaufanie. Jeśli w gronie najbliższych nie znajdziemy odpowiedniej kandydatki, czas na przeszukanie internetu i prasy. W sieci bez problemu znajdziemy serwisy na których ogłaszają się osoby, które z chęcią zaopiekują się dzieckiem. Na portalach jest w czym wybierać, ale często aby się zalogować do bazy danych trzeba zapłacić. Niestety, nawet dostęp do tysięcy ogłoszeń nie gwarantuje sukcesu.

– Mnóstwo jest tam dwudziestoparoletnich dziewczyn piszących, że mają kilkunastoletnie doświadczenie, gdy pytam się ich jak to możliwe odpowiadają, że w dzieciństwie opiekowały się swoim rodzeństwem – mówi poszukująca opiekunki Sylwia, mama rocznego Antosia. – Według nich opieka nad bratem lub siostrą jest wystarczającym przygotowaniem.

Wiele potencjalnych niań chce także łączyć prace z opieką nad własnym dzieckiem, lub stawia inne wymagania, często dość dziwne.

– Są panie, które mówią, że będą się opiekować dzieckiem, ale tylko u siebie w domu albo zastrzegają, że nie będą z maluchem wychodzić na spacery – wymienia Sylwia. – Przyszła do nas kobieta, która powiedziała, że z chęcią przyjmie pracę, ale codziennie ok. godz. 14 będzie musiała wyjść, żeby podać mężowi obiad. Dziecko nie byłoby według niej problemem, gdyż jak beztrosko stwierdziła, może je zabierać ze sobą.

Skoro wybór jest taki trudny może więc warto zapłacić i skorzystać z pomocy profesjonalnych agencji? Nic prostszego – wystarczy odwiedzić jedną z nich, określić swoje oczekiwania i czekać na odpowiednie kandydatki. Dodatkowo agencje zapewniają, że wszystkie zaproponowane przez nich nianie będą posiadały referencje, aktualne badania oraz zaświadczenie o niekaralności. Niestety zdarzają się wyjątki od tej reguły.

– Kilka lat temu zatrudniłam przez agencję nianię, która okazała się alkoholiczką z pokaźną kartoteką – opowiada Kasia, mama trójki dzieci ze Szczecina. – Do dziś ściska mi się żołądek, gdy przypominam sobie, że ktoś taki zostawał sam na sam ze moim dzieckiem.

Wniosek z tego taki, że agencja nie załatwi za nas wszystkiego, warto mimo zapewnień o profesjonaliźmie samemu poprosić przyszłą nianię o przedstawienie referencji oraz interesujących nas zaświadczeń.

Starsza pani czy studentka?

Podstawową kwestię jaką rozważają rodzice to wiek przyszłej opiekunki. Czy ma być to troskliwa babcia czy może energiczna młoda ciocia. Obie opcje mają swoje zalety i wady. Młoda osoba może mieć więcej energii i pomysłów na zabawy, ale zatrudniając studentkę możemy się spodziewać, że za jakiś czas postanowi znależć lepiej płatną pracę. Decydując się zaś na panią na emeryturze musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nie będzie ona miała na przykład siły, aby wyjść z maluchem na spacer w upalny dzień lub nie pojawi się w pracy z powodu choroby. Tak było w przypadku opiekunki, która zajmowała się starszym synkiem Natalii.

­– Byłam z niej bardzo zadowolona, niestety to starsza osoba, często chorowała – opowiada. – Najgorsze, że nigdy nie uprzedzała nas o tym, że nie przyjdzie do pracy. Pewnego dnia nie pojawiła się, a my z mężem nie wiedzieliśmy co zrobić z dzieckiem. Jedno z nas musiało wziąć zwolnienie.

Aby uniknąć takich niespodzianek warto prosić przyszłe opiekunki o referencje. Najlepiej porozmawiać z poprzednimi pracodawcami i zapytać się o to, czy nie mieli jakiś problemów z nianią oraz dlaczego już dla niech nie pracuje.

Oceń ten post