Matka Polka Karmiąca

4

Ok, nie karmiłam piersią swoich dzieci i to był wielki błąd. Ale czy świat musi mi ciągle ten błąd wytykać? Niedobrze mi się robi, kiedy widzę dorodne półtoraroczne bobasy bezceremonialnie dobierające się do cycka matki w miejscach publicznych, a zwłaszcza w sytuacjach towarzyskich.

Nie wystarczy, że moja pokuta nie ma końca, że każde zachorowanie moich dojrzałych już dzisiaj dzieci, każdy przypadek zepsutego zęba, ujawnienia się byle skazy na ich ciele czy umyśle skutkuje u mnie samobiczowaniem się za brak pokarmu we wczesnym stadium po porodzie? Otóż nie – młoda mamuśka wszem i wobec demonstruje kwintesencję macierzyństwa: PATRZCIE! Rozkłada się z całym swoim majdanem na centralnym miejscu, wysupłuje spod stanika pierś dorodną i odgrywa scenę pt. Matka Polka karmi. Nie ma sumienia odmówić, dopóki ma pokarm – wyjaśnia publice, z pewną taką nieśmiałością, z góry wyreżyserowaną – niech dzidziuś ciągnie, toż to samo zdrowie, podkreśla, a we mnie coś się buntuje.

Dzieciak już samodzielnie biega, już ząbki posiada i ugryźć ze złości potrafi, a nawet piąstką mamusi przyłożyć, kiedy ta, nie daj Boże, opiera się przed „podaniem cycusia”, ale – skoro chce, no cóż – dziecko jest najważniejsze. Więc mamuśka dzielnie znosi trudy karmienia. Czy jednak musi to robić tak ostentacyjnie?
Musi. Zasada numer jeden: bezgraniczne poświęcenie. Zasada numer dwa: karmienie naturalne, zasada numer trzy: bezstresowe wychowanie. No i – macierzyństwo zrobiło się takie modne na salonach.
Ja się na salony z niemowlakiem nie pchałam, siedziałam z nim w domu, także wyznając zasadę numer jeden. A na wielkie wyjścia zamawiałam babcię do opieki.

Dziś w co drugiej knajpie, o dowolnej porze dnia, a bywa, że i w nocy, do stołów zasiada się – jak dawniej na piknikach 1-majowych – całymi rodzinami. Gwar, rozgardiasz, dzieciaki ganiają, mało knajpy nie rozwalą.
I to jest bardzo miłe, w gruncie rzeczy, serce rośnie (najbardziej obsłudze), kiedy patrzy się na te rozkoszne obrazki. Jest w narodzie jakaś siła…

Bardzo trendy są spotkania mamusiek karmiących w trendy lokalach. Przejaw postępującej demokratyzacji życia i dobrobytu w wielkim mieście. Przy stolikach maleństwa w wózkach, nad stolikami wymiana doświadczeń. Na trzy-cztery pokaz karmienia piersią. Słodkie bobaski przy słodkich cycusiach. A pomiędzy pieluchami, smoczkami i butelkami, talerze; a na talerzach ekologiczne, smaczne i zdrowe, niekoniecznie
tanie – dania dla karmiących dam. Czasem do nich – do dań, nie do dam – dobierze się starszy braciszek karmionego bobaska i rozciapie puree z marchewki na słodkiej buźce, swojej i mamusi. Czasem chlapnie zupką na sąsiada. Ależ… nic się nie stało, smakuje? O, wylał się soczek. Kelner dobiega i usłużnie wyciera podłogę. Upss! Dziecko się sfajdało – mamuśka zanurza głowę w wózku, fuj, cio-dzidzi-źlobiło-zalaź-psiewiniemy… Kelner toruje drogę do toalety, a po chwili uśmiechnięta mamuśka z dzidziusiem na ręku wraca do stolika i relacjonuje koleżankom, jak też była konsystencja oraz kolor kupki. I czy to dobrze? – upewnia się. Tu następuje wymiana opinii na ten, w końcu, bardzo strategiczny w życiu oseska i jego mamusi temat.
Czy ja mam coś przeciwko? Czy ja mam coś przeciwko?! Skąd! Ja tylko omijam takie knajpy szerokim łukiem.

Matka Zła

Matka Polka Karmiąca
4.75 (95%) 4 głos[ów]