No i co Agata zrobiła? Stwierdziła, że kolejne dziecko bardziej go do niej przywiąże. I urodziła jeszcze dwoje. Teraz… Nadal są razem. Ale znajomi plotkują, że ma młodą kochankę. Mówią też, że jest brutalny i potrafi uderzyć… Ostatnio Agata powiedziała mi, że najchętniej by się z nim rozwiodła. Ale tego nie zrobi. On ma pieniądze. On zapłaci za lepszego adwokata i puści ją z torbami. Więc co ona może? Zamknąć oczy. Udawać, że nie widzi tego, co on chciałby przed nią ukryć. I ciągle mu przypominać, że jest ojcem ich trójki dzieci.

On był sponosrem, ja luksusowym dodatkiem

Arleta(30) przysłała maila:

Wybacz, że nie spotkamy się, chociaż wcześniej tak się umawiałyśmy. Łatwiej mi pisać niż mówić. Może dlatego, że wtedy mam wrażenie, że kontroluję emocje. Powiedziałaś, że szukasz kobiet, które w wyborze mężczyzn kierują się zasobnością ich portfeli. Nie wiem, czy jestem odpowiednim przypadkiem do twojego reportażu. Chociaż przez osiem lat byłam na utrzymaniu sponsora, ale zresztą… sama oceń. Może zacznę od początku.
Poznałam go na dyskotece. Poszłam tam z koleżankami z uczelni. Od razu zwróciłam na niego uwagę. Przystojny, czarujący, elegancki. Nosił świetnie skrojony granitur, który chyba kosztował fortunę… z taką nonszalancją, jak moi koledzy bluzę i dżinsy. Świetnie tańczył. Miał klasę. Był człowiekiem z innego świata. Czułam się wyróżniona, że zwrócił na mnie uwagę.

Zaprosił mnie na kolację. A potem w klitce, którą wynajmowałam za grosze, kochaliśmy się jak wariaci. Następnego dnia dostałam kosz kwiatów z liścikiem. Napisał, że kocha, jak nigdy dotąd. Miał żonę i dzieci. Mówił, że jego małżeństwo to fikcja. Że mam być cierpliwa i czekać. Czekałam. A on w tym czasie wynajął mi apartament. Pojechał ze mną do Meksyku i na Wyspy Kanaryjskie. Zafundował zakupy w Mediolanie. Dawał mi niezłą miesięczną pensyjkę. Mówił: Moja kobieta musi mieć odpowiednią oprawę, jak szlachetny klejnot.

Spotykaliśmy się raz w tygodniu, czasami częściej. Żyłam swobodnie, wygodnie. I nawet nie wiem, kiedy minął czas. Dziś jest mi wstyd, gdy o tym mówię. Wtedy tak nie myślałam. Po prostu byłam jego kobietą, która na niego czeka.
Z czasem zrezygnowałam z marzeń o wspólnych dzieciach, o świętach spędzonych razem. Coś za coś. Kiedy było mi źle, szłam na zakupy. Albo wyjeżdżałam do SPA. Aż któregoś dnia powiedział mi, że musi ze mną poważnie porozmawiać. Jego firma miała kłopoty. Najpierw ograniczył mi pieniądze na osobiste wydatki. Przestał wyjeżdżać ze mną za granicę.

Zaproponował zamianę mieszkania na mniejsze… Zaczęliśmy się kłócić, jak stare małżeństwo.
O pieniądze. Nie chciałam zrezygnować z luksusów, do których przywykłam. Krzyczałam: To mi się od ciebie należy! To jest moja cena za zmarnowane najlepsze lata! Za to, ze ciągle byłam tą drugą!
To dla niego nie był argument. Któregoś dnia mi powiedział:Nie stać mnie na ciebie. I odszedł. Zniknął. To tak, jakby wyrzucił mnie na śmietnik. Ryczałam cały dzień. Nawet nie miałam komu się zwierzyć. Dawne koleżanki, jeszcze niedawno mi zazdrościły. Nie mogłam dać im satysfakcji, przyznać, że przez te lata byłam dla tego faceta tylko luksusowym dodatkiem, przedmiotem. A te nowe nawet nie chciały mnie słuchać. Bo zrozumieć mnie, to tyle, co obejrzeć się w lustrze. Dla nich, psychologicznie rzecz biorąc, bezpieczniejszy był shopping.

Przez pół roku byłam w depresji. Zgłuszona psychotropami, czekałam na jego telefon. Żeby chociaż zadzwonił, albo przysłał sms-a z pytaniem: Jak sobie radzisz? Nie zrobił tego. I pewnie już nigdy nie zrobi.
W bezsenne noce robiłam rozpaczliwe bilanse: Kim byłam? Kim się stałam? Dlaczego na to pozwoliłam
Poszłam na terapię. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną. Bardzo chciałabym ostrzec dziewczyny, które myślą, że sponsoring, to dobry sposób na łatwe życie. To życie nie jest łatwe. Zapłacisz za to dużą cenę. Ale wiem, że żadna mnie nie posłucha. No tak, to chyba wszystko, co miałam ci do powiedzenia. Pozdrawiam, Arleta.

P.S. Może to jeszcze ciebie zainteresuje. Czasami przeglądam w internecie ogłoszenia matrymonialne. A w nich coraz więcej anonsów. „Szczupła, wysoka, zgrabna brunetka szuka sponsora. Propozycje proszę wysyłać na maila, najlepiej wraz ze zdjęciem”. Szkoda mi jej. Biedactwo nie wie, w co się pakuje!

Maria Mamczur

Facet musi mieć kasę
4.6 (91.43%) 7 głos[ów]

  • stary

    Tak, a jak się kasa skończy bo facet zachoruje, to co… znowu zmieni? W końcu dopadnie starość i wtedy trzeba będzie mieć w kimś oparcie. to działa w dwie strony

  • MonikaS

    Wydaje mi się, że to dotyczy dość specyficznej grupy kobiet. Mężczyzn również. To wcale nie tak ciężko wychwycić wyrachowanie i czysto finansowe nastawienie do związku. My z mężem byliśmy razem, bywało lepiej, czasem trafiły się jakies większe pieniądze. Obecnie już jesteśmy dość ustabilizowanym małżeństwem, mamy dwójkę dzieci, ale gdy mężowi podwinęła się noga w biznesie, jakoś wytrwaliśmy. I nie o pieniądze tu chodzi, ale o wzajemne wsparcie. Na tym buduje się fundamenty udanego związku

  • Paula

    Moim zdaniem to również dotyczy tylko pewnej grupy kobiet. Na szczęście są też tacy, dla których liczy się miłość. Mój facet nie ma kasy i nie ma zdrowia i dlatego miałabym go zostawić?

  • daga

    Nie zostawiaj faceta, tylko dlatego, że jest chory! Trzeba go wspierać, musi wiedzieć, że ma na kim polegać i na kogo liczyć!

  • krysia

    Gdzie te czasy kiedy kochało się za nic? Dziewczyny, jak można być taką materialistką, żeby lecieć na kasę?

  • aleksandra

    Ciekawe, jak by się poczuły niektóre z was, gdyby to facet leciał na waszą kasę…