Nie jestem romantyczką, która wierzy w dozgonną miłość – mówi Renata(24), studentka anglistyki. – Nie oszukujmy się. Uczucie trwa nawyżej cztery lata. A potem… albo pcha się wspólny wózek, kłóci o pieniądze, wałkuje problem kolejnych zdrad…, albo szuka się dalej. Tylko po co te zawiedzione nadzieje, stracone złudzenia? Szkoda na to czasu! Ja wiem czego chcę… Mój wybranek musi mieć kasę!

Renata jest atrakcyjną blondynką. Prawie 180 cm wzrostu, dłuugie nogi, piękne włosy, regularne rysy twarzy, zniewalający uśmiech. Doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich atutów i potrafi je odpowiednio podkreślić. Prędzej zrezygnuje z jedzenia niż z dobrego fryzjera i markowych ciuchów z outletu. Mówi, z rozbrajającą szczerością, że to jej kapitał początkowy. Innymi słowy – przynęta. Ma się na nią złapać mężczyzna, najlepiej koło pięćdziesiątki, najchętniej po rozwodzie. Z pokaźnym kontem, domem, samochodem i możliwościami.
– Powiedzmy sobie wprost -mówi, grzechocząc kostkami lodu w szklance z mineralną – relacje damsko-męskie to rynek. Moja uroda, inteligencja, obycie to towar. Tak samo jak platynowa karta kredytowa w rękach odpowiedniego mężczyzny.

Kopciuszek nie potrzebuje już wróżki

Wygląda jak modelka. Zwraca powszechną uwagę. Obojętna wobec taksujących spojrzeń mężczyzn, których mija na głównej promenadzie w centrum handlowym. To nie jej target.
W niczym nie przypomina zahukanej Reni, która kilka lat temu przyjechała tutaj na studia z niewielkiego miasteczka. O przeszłości może opowiedzieć, ale niechętnie. Matka, wiecznie niezadowolona z życia nauczycielka, ojciec, dużo starszy sprzedawca w sklepie rtv. Mało ciekawe życie. Stare meble, cerata w kuchni, przerabiane domowym sposobem ciuchy, wakacje na wsi u babci.

Na szczęście, wyrwała się stamtąd i nie zamierza wrócić. Może to syndrom kopciuszka, który jednak tym różni się od bajkowego pierwowzoru, że zamiast czekać na czary dobrej wróżki, sam postanowił wziąć los w swoje ręce.

Najważniejszy jest dobry plan. Po pierwsze: bywać w odpowiednich miejscach (najlepiej w piątki, w klubach, gdzie wieczorem odreagowują stresy zapracowani biznesmeni). Po drugie: zainwestować w siebie. Dobry makijaż, dobre ciuchy, dobre książki (żeby było o czym rozmawiać). Po trzecie naucz się robić dobre wrażenie.
– Musisz wiedzieć – mówi – że jeśli chcesz złapać bogatego faceta i zatrzymać go przy sobie na dłużej, trzeba przestrzegać pewnych zasad. Na przykład nie idź z nim pierwszej nocy do łóżka. Nie zapraszaj go od razu do siebie. Pozwól się zdobywać. Daj się zaprosić na eksluzywną kolację. Pozwól mu zainwestować w siebie. Im więcej włoży w ciebie kasy, tym bardziej się zaangażuje. Masz na nim robić wrażenie kobiety z klasą. Nie dziwki. Dziwkę znajdzie w agencji towarzyskiej.

Skąd o tym wie? Od mądrzejszych od siebie, czyli takich, którym udało się zrealizować plan. Chętnie mi coś pokaże. Eksluzywny butik, raczej klub. Mam siedzieć na skórzanej kanapie w kolorze kości słoniowej. I obserwować klientki. Są zaprzyjaźnione z właścicielką. Podobne do siebie. Jeden sznyt. Nie wiadomo, ile mają lat -28, 30, 45? Zadbane, wychuchane. Opalenizna z tropików. Nienaganne sylwetki w rozmiarze 34. Nobliwa biżuteria, eksluzywne ciuchy z ostatnich kolekcji. W przepastnych torebkach kluczyki z pilotami do samochodów, luksusowe komórki, eleganckie portfele wypchane banknotami. Przychodzą najczęściej same lub z przyjaciółkami. Płacą zwykle gotówką. Żony, kochanki. Jasne, że znajdzie się ktoś, kto powie, że … to rodzaj prostytucji. Ona nie dba o takie opinie.

Była przez kilka miesięcy w związku z bajecznie bogatym facetem. Dzięki niemu wie, jak się je homary. Jak smakuje najlepszy szampan Dom Perignon. Jak wygląda zachód słońca w Kenii. I jak smakują liście koki w Peru. Nie żałuje, chociaż się rozpadło. Niestety, był żonaty. Nie chciał komplikacji. Nie powie, że nie bolało. Ale też nie powie, że nie warto było… Jest pewna, że znajdzie jak dobrze poszuka…

Książę z bajki, łowca trofeów

To miała być opowieść Agaty (40), żony milionera. W ostatniej chwili wycofała się. Zamiast niej wystąpi Natalia, jej najbliższa przyjaciółka. Ona wie wszystko. No prawie wszystko… reszty pewnie się domyśla. Agata zawsze tego chciała. Dobrze się ustawić dzięki facetowi. Ostrzegałam ją. Powtarzałam: zawsze jest jakaś cena. A dziś naprawdę boję się o nią… Ale do rzeczy… Jeszcze w akademiku, gadałyśmy nocami o przyszłości. Powtarzała: Wyobraź sobie 30-letniego asystenta na uczelni. Rozciągnięty sweter, znoszone dżinsy, pokoik w hotelu. Ciągle zależny finansowo od rodziców. Zero poczucia bezpieczeństwa. I wyobraź sobie tego samego chłopaka – jako prezesa dużej korporacji. Dobre „opakowanie”, samochód, mieszkanie, koneksje. Elegancja.

Idźmy dalej. Asystent przynosi ci leśne fiołki, prezes perfumy z kolekcji niedostępnej w Polsce. Pierwszy zaprasza cię do pubu i czeka, aż zapłacisz za siebie. Drugi funduje ci wyjazd do Paryża na romantyczny weekend i nawet nie pozwala dotknąć portfela. Którego kupujesz?
-Jak to kupujesz? – krzyczałam – człowiek to nie towar! Naprawdę trudno było ją zrozumieć. Miała chłopaka. Bardzo ją kochał. Zostawiła go dla ginekologa z prywatną kliniką. Powiem ci, wyjątkowy cham. Dobrze, że się z nim rozstała. Potem był właściciel hurtowni, Piotruś Pan – maminsynek. Na szczęście jego mamusia skutecznie ją wypłoszyła. No a potem spotkała tego finansistę, który po dwóch latach został jej mężem. Kiedy go poznała, miał trzecią z kolei żonę. Powiedział jej: Dwa razy się rozwodziłem, mogę i po raz trzeci… co za problem. Kiedy mi to opowiadała, w mojej głowie zapaliły się czerwone lampki, wył alarm… a ona głucha! – I ciebie kiedyś wymieni na lepszy model – ostrzegałam. A ona wzruszała ramionami. Wiedziała lepiej. On, niczym książę z bajki, obsypywał ją prezentami, fundował podróże, kupił mieszkanie. Na urodziny dał kartę kredytową z wielkim limitem. Widziałam jak się zmienia, jak traci swoje ja.

Była plasteliną w jego rękach. Ślub z wielką oprawą. Dom urządzany przez najlepszych designerów… Zamknęła się w tym luksusowym pałacu z basenem. Urodziła dziecko. Już wtedy nie było chyba między nimi najlepiej… Nawet nie wiem, kiedy zaczęły trząść się jej ręce. Kiedyś w przypływie szczerości wyznała, że ma już dość jego tyranii. Jego wrzasków, gdy zestresowany wyrusza do pracy. Z takim poziomem adrenaliny, jak myśliwy. I późnych powrotów, kiedy jest tak zmęczony, że tylko stać go na grubiaństwo. Chciała czułości, seksu, bliskości. Zamiast tego, dostawała na przeprosiny luskusową torebkę Prady. Kiedy zaczął znikać na weekendy, coraz częściej wyjeżdżał za granicę, domyśliła się, że ma kochankę.

Facet musi mieć kasę
4.57 (91.43%) 7 głos[ów]