Edukacja domowa – wywiad

0
Edukacja domowa - wywiad
Mama czyta dziecku

Po przejściu na domowe nauczanie, zdałam sobie sprawę, że wreszcie mam wpływ na wychowanie dzieci. To był cudowny moment!

Z Anną Masiul-Gozdecką, artystką malarką,  wyjątkową mamą, która zdecydowała się uczyć trójkę swoich dzieci w systemie edukacji domowej rozmawia Maria Mamczur

  • Z jakich powodów zdecydowałaś się na nauczanie dzieci w domu?

Decyzja była bardzo trudna i nadal jest trudna. Zdecydowałam się na edukację w domu,
w momencie, kiedy moje córki szły do szóstej klasy, a syn do czwartej. Dzieci moje są wrażliwe, delikatne. Córki nie nauczyły się w szkole, jak zdobywać wiedzę, nie nauczyły się też odporności. Codziennie miały jakieś kartkówki, klasówki.
To oznaczało ciągły stres, z którym sobie nie radziły.  Nie miały czasu na odpoczynek, ponieważ odrabianie pracy domowej zajmowało nawet soboty i niedziele. Zestresowane blokowały się, nie mogły nic zapamiętać. Nie potrafiły dobrze zaplanować i wykorzystywać czasu. A ponieważ  dodatkowo jeszcze uczęszczały do szkoły muzycznej, ja też w tej sytuacji permanentnego braku czasu nie byłam w stanie ich tego uczyć.

Generalnie patrzyłam jak moje dzieci nie lubią szkoły jak źle wygląda ich życie… Tak jakby ktoś dorosły chodził do pracy, której nienawidzi i nie miał prawa się z niej zwolnić. Patrzyłam jak moje dzieci nie lubią się uczyć i pragnęłam pokazać im, że nauka może być frajdą… Patrzyłam jak dzieci w szkole uczy się wypełniać nudne formularze, zamiast samodzielnie zdobywać wiedzę…

 

  • Teraz,  w domowej szkole jest inaczej?

W domu okazało się, że szybko pochłaniają wiedzę, łatwo się uczą, dobrze zapamiętują. Jest czas na wszystko, a soboty i niedziele sa dniami odpoczynku. Syn, który ma wysokie poczucie własnej godności, jest indywidualistą, miał problem z podporządkowaniem się nauczycielom. W domu, kiedy może współdecydować, co będzie robił i w jaki sposób – ten problem zniknął.  Ze szkoły codziennie przynosił uwagi, w domu uspokoił się, jest bardzo grzeczny, chętny do pomocy, do nauki.

  • To faktycznie duża zmiana.

Indywidualne podejście do dziecka pozwala szybko zadziałać, już w momencie, kiedy pojawia się problem. W szkole jest inaczej. Zwykle musiałoby upłynąć kilka tygodni, zanim udałoby się ten problem zauważyć
i nazwać. Przez te kilka tygodni pojawiłyby się złe oceny, które trudno potem poprawić… Dodatkowo mój syn, jako pięciolatek, był źle zdiagnozowany w naszej rejonowej poradni, jeśli chodzi o integrację sensoryczną.

Nauczycielka też nie potrafiła doradzić nic konstruktywnego, oprócz wizyty u psychiatry. Dopiero gdy dziecko zaczęło mieć kłopoty z kręgosłupem zwróciliśmy się do rehabilitantki
i to ona stwierdziła, że osłabienie mięśni kręgosłupa,  a co za tym idzie osłabienie ramienia, miało istotny wpływ na jakość pisania i niechęć do tej czynności. No ale dopiero kiedy dzieci zostały w domu, był czas, by na spokojnie, bez stresu, zająć się każdym dzieckiem indywidualnie. A to jest zupełnie co innego, niż praca z dzieckiem w domu po lekcjach w szkole, według planu nauczyciela i jego metodami. W takim wydaniu powinnam była pilnować dzieci codziennie,  odrabiać z nimi prace domowe (brr) i męczyć je do późna w nocy, bo oczywiście nie chciały tego robić. W nauczaniu domowym poświęcam na pracę
z dziećmi tyle samo czasu, ile wymagała ode mnie szkoła, a na dodatek moimi metodami, dostosowanymi indywidualnie do dziecka.

  • Czy długo dojrzewałaś do tej decyzji?

Nad synem myślałam rok, nad córkami pół roku. Zdecydowały wspólnie, były już duże.

  • Miałaś jakieś źródło inspiracji?

W sumie nie, pragnęłam tylko uciec od tego stresu, dać dzieciom dobre dzieciństwo, niewypełnione stresem i sprawdzianami. Nie chciałam, by żyły w nieustannym pośpiechu, nerwowo. By ich życie było szare i nudne.

  • Jak wyglądały pierwsze kroki? Pojawiły się jakieś trudności na drodze urzędowej? 

Nie było trudności. Dyrekcja szkoły, do której chodziły moje dzieci, była otwarta na takie rozwiązanie. Poradnia  psychologiczno-pedagogiczna wystawiła pozytywną opinię. Po jakimś czasie znalazłam jednak inną szkołę specjalizującą się w nauczaniu domowym.

  • Dlaczego?

Nauczyciele w szkole rejonowej pozytywnie wobec nas  nastawieni, byli jednak bardzo zapracowani w przeładowanej programem szkole. Nie mogłam się doprosić listy lektur, nie miałam co marzyć o wsparciu edukacyjnym  – to była dla nich nowość.  Doszłam więc  do wniosku, ze sprawiam im kłopot. Co prawda,  nauczycielka córek była tak miła, że zabierała je na wycieczki. Cieszyło mnie to. Nie chciałam, żeby straciły kontakt ze swoimi kolegami, bo planowałam, że w gimnazjum dołączą do swojej klasy.  Jednak dziewczynkom tak się spodobała nauka w domu, że nie było mowy o powrocie do klasy. Po przeniesieniu – dostałam wsparcie, i już bez tego ogromnego stresu (bo dla mnie to ogromna odpowiedzialność, ogromny stres, co nie pozostawało bez wpływu na dzieci) mogłam spokojnie skupić się na tym co najważniejsze… a dzieci mogły zdawać egzaminy
w dowolnym terminie, wtedy kiedy były na to gotowe.

 

  • Czy musiałaś stawić opór  naciskom dalszej rodziny, ich obawom, że nie dasz rady, albo że dzieci chowane pod kloszem, nie będą umiały poradzić sobie w kontaktach z rówieśnikami? Albo, że nie będą wystarczająco wyedukowane?

Nie, rodzina o dziwo nie naciskała. Pochodzę zresztą z rodziny nauczycielskiej, więc w razie czego mogłam liczyć na jej wsparcie w niektórych obszarach. Dzieci uczestniczyły w zajęciach pozaszkolnych.  Zresztą, jak same stwierdziły, w szkole i tak nie miały bliskiego kontaktu z innymi, bo albo trzeba siedzieć w ławkach i nie gadać, albo nie można było rozmawiać w czasie przerw, z powodu ogromnego hałasu.  Co do poziomu edukacji – hmm, miałam takie obawy na początku, ale koniec końców nie jest ta wiedza aż tak skomplikowana, by w dobie internetu i powszechnie dostępnych informacji dzieci nie mogły samodzielnie jej zdobyć.

  • Jak organizujesz naukę w domu? 

W zeszłym roku było to proste. Z rana spacer lub gimnastyka, potem, od 9.00 dzieci szły się uczyć.  Zazwyczaj uczyły się jednego przedmiotu  w ciągu dnia. Przerabialiśmy po dwa tematy. Często w ramach lekcji oglądaliśmy fajny film. Lekcje kończyły się przed godziną 13.  Potem robiliśmy obiad, a po nim dzieci  miały czas wolny i zajęcia pozalekcyjne. Tak. Nie było odrabiania pracy domowej! Bo i po co? Powtarzanie angielskiego codziennie zajmowało  nam 15 minut … Często podczas obiadu kontynuowaliśmy dyskusję na tematy historyczne czy przyrodnicze.  Nauka szła tak szybko i sprawnie, że wszystkie przedmioty były już zaliczone  na egzaminie w kwietniu.Obecnie jest to trochę bardziej skomplikowane, ponieważ córki są w gimnazjum, jest więcej przedmiotów.  No  i trochę inaczej organizujemy naukę. Utworzyła się grupa dzieci z  gimnazjum, które zbierają się i trzy dni w tygodniu z pomocą wykwalifikowanych nauczycieli mają zajęcia z polskiego matematyki, fizyki, angielskiego i hiszpańskiego. Pozostałych przedmiotów uczą się samodzielnie… Dwa razy w miesiącu jeżdżą też na wycieczki. Są zadowolone, ponieważ mają fajne towarzystwo, zajęcia z ciekawymi ludźmi – co dla mnie jest istotne, bo  autorytet rodziców u dzieci w tym wieku bywa podważany, a nauczyciela mniej… Syn zaś w piątej klasie ma plan podobny do tego w zeszłym roku. Wprowadziliśmy tylko taką innowację,  że przed egzaminem, porzucamy naukę wszystkich innych przedmiotów, oprócz tego z którego syn będzie zdawał egzamin.  Mieliśmy więc przez miesiąc historię, potem przyrodę, informatykę… i tak przed świetami Bożego Narodzenia syn zaliczył juz połowę przedmiotów z piątej klasy.

  • Czym Twoje dzieci różnią się od rówieśników nauczanych w zwykłej szkole? W czym mają nad innymi przewagę, a w jakich sferach muszą nadrobić? 

Na pewno musiałyby nadrobić rozpychanie się łokciami, ściąganie i ściganie się z innymi w wyścigu szczurów 😉  A tak poważnie,  na rocznym egzaminie nie da się ściągnąć, zaliczyć
i zapomnieć. Z pewnością mają czas by popróbować, zobaczyć co lubią a co nie… Mogą się wyspać. Mają czas, by  nauczyć się sprzątania, opieki nad psem, gotowania, takiego normalnego życia w rodzinie…

  • Czego chciałabyś ich przede wszystkim nauczyć? Jakie są Twoje priorytety w wychowaniu i edukacji własnych dzieci? Jak widzisz ich przyszłość?

Chciałabym by same umiały się uczyć i same rozwijały umiejętności, które chcą osiągnąć. By umiały planować, efektywnie zarządzać czasem, by były samodzielne, entuzjastyczne
i po prostu szczęśliwe. Wiedza jest rzeczą wtórną… gdy jest motywacja, wiedza nie jest problemem.

  • Czy miewasz chwile zwątpienia? Nie czujesz się przeciążona?

Obecnie, w połowie drugiego roku nie odczuwam już zwątpienia. Wiem, że moje dzieci sobie poradzą. Lecz w zeszłym roku zwątpienie towarzyszyło mi stale. Przeciążona czuję się, to prawda. Wciąż próbuję przeorganizować i wygospodarowywać dla siebie trochę czasu, popracować.  Idzie mi w tym coraz lepiej 😉

  • Twoje własne gratyfikacje – co sprawia Ci satysfakcję i radość  w związku z tym polem aktywności?

Zaszła ogromna zmiana w życiu rodziny.  Nie muszę  żyć w biegu, pędzić z zajęć na zajęcia  – rehabilitacje, integracje. Dzieci są spokojne, odprężone, mniej się kłócą. Mam z nimi świetny kontakt.  Po przejściu na domowe nauczanie przyszedł taki cudowny moment, gdy zdałam sobie sprawę, że wreszcie mam wpływ na wychowanie dzieci! Wiem, co z czego wynika i mogę od razu reagować. Córki nie muszą się buntować. Wiedzą za co są odpowiedzialne i wiedzą, że maja wybór. Syn jest grzeczny (!!!) Wszyscy troje pomagają  mi w pracach domowych, potrafią wysprzątać łazienkę, zrobić pizzę.  Cieszy mnie gdy syn podziela moją pasję do historii, podczas gdy w szkole nie chciał w ogóle uczyć się jej. Najbardziej ucieszyło mnie takie zdarzenie: w zeszłym roku syn nie chciał się uczyć polskiego. Powiedział, że jeśli już musi, to będzie wypełniał ćwiczenia z gramatyki. Nie naciskałam. Przed egzaminem poprosiłam, by napisał coś, jakieś opowiadanie, coś co mu się podoba, na dowolny temat.  Najlepiej z dialogami i z opisami… Napisał, na komputerze. Po egzaminie zaś, jak już wszystko miał zaliczone, on dalej pisał to opowiadanie.
Pisał i pisał. Tak mu się to spodobało, że postanowił zostać pisarzem 😉

Maria Mamczur

Edukacja domowa w Polsce

Według nieoficjalnych danych  na 6 milionów dzieci w wieku szkolnym, ok. 500 uczy się w systemie edukacji domowej. Rodzice zwykle decydują się na uczenie dzieci w domu  na poziomie szkoły podstawowej i gimnazjum

Taki tryb edukacji jest możliwy od 1991 roku  na mocy Ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty,  która pozwala na uczenie dziecka w domu, za zgodą dyrektora szkoły, do której dziecko jest zapisane.  Dyrektor ustala sposób sprawdzania wiedzy ucznia. Najczęściej co semestr lub raz w roku dziecko pisze test sprawdzający. Podobnie jak uczniowie uczęszczający do szkoły, na koniec roku szkolnego otrzymuje świadectwo ukończenia klasy. Jeśli napisze test pomyślnie, może kontynuować naukę w domu.

Rodzice i opiekunowie prawni mogą podejmować decyzje co do celu, jakości kształcenia zgodnym z tradycją (rodzinną, regionalną RP) mając na względzie potrzeby rynku zatrudnienia. 

Pomocne strony :

 

Edukacja domowa – wywiad
4.88 (97.5%) 8 głos[ów]